niedziela, 15 marca 2020

SOBOTA, 14 MARCA

Wyszedłem na spacer. Po obiedzie słońce wyjrzało zza chmur, chociaż temperatura niezbyt zachęcająca. Mała przechadzka po okolicznych ulicach. Raczej pusto, chociaż tutaj nigdy tłoku nie ma. Spotykam panią z pieskiem, małżeństwo z dzieckiem, małżeństwo bez dziecka, pana bez pieska. Park Znicza niemal wymarły -- ale też pogoda nie rozpieszcza. Mijają mnie dwa samochody i ładna dziewczyna, zapatrzona w telefon.
Brak kontaktu z ludźmi daje się we znaki. Nie wyobrażam sobie życia bez spotkań towarzyskich. Tęsknię nawet za zajęciami z uczniami -- a przecież to dopiero trzeci dzień... 

*   *   *

Mama dzwoniła dziś bardzo przejęta. Ks proboszcz nie wpuścił jej na Mszę rano. Próbuję ją uspokoić, przekonać, że trzeba zachować spokój, cierpliwość, i czekać... Sam chciałbym to umieć! Chociaż od udziału we Mszy powstrzymuję się od czwartku. Nie jest mi łatwo, ale czuję, że tak trzeba... 

*   *   *

Ciekaw jestem, na jak długo starczy mi determinacji, by prowadzić te zapiski... 

*   *   *

Wieczorem. Przed kolacją pierwszy raz uczestniczyłem we Mszy przez Internet. Trudne doświadczenie. Brak mi fizycznego aspektu udziału we Mszy... Ale wierzę, że Bóg jest i w takich sytuacjach, wierzę w Jego obecność. 

Na kolację zrobiłem sałatę z oliwkami, rukolą, suszonymi pomidorami. Miałem też trochę śledzia z Falenicy. 

Póki co dochodzę do siebie. Przyzwyczajam się do samotności, do braku realnego kontaktu z ludźmi. Łatwo nie będzie. Pustynia. Wielki Post. Cierpienie, ból. Jak bardzo chciałbym nie mieszkać teraz sam...