Wyszedłem na spacer. Po obiedzie słońce wyjrzało zza chmur, chociaż temperatura niezbyt zachęcająca. Mała przechadzka po okolicznych ulicach. Raczej pusto, chociaż tutaj nigdy tłoku nie ma. Spotykam panią z pieskiem, małżeństwo z dzieckiem, małżeństwo bez dziecka, pana bez pieska. Park Znicza niemal wymarły -- ale też pogoda nie rozpieszcza. Mijają mnie dwa samochody i ładna dziewczyna, zapatrzona w telefon.
Brak kontaktu z ludźmi daje się we znaki. Nie wyobrażam sobie życia bez spotkań towarzyskich. Tęsknię nawet za zajęciami z uczniami -- a przecież to dopiero trzeci dzień...
* * *
Mama dzwoniła dziś bardzo przejęta. Ks proboszcz nie wpuścił jej na Mszę rano. Próbuję ją uspokoić, przekonać, że trzeba zachować spokój, cierpliwość, i czekać... Sam chciałbym to umieć! Chociaż od udziału we Mszy powstrzymuję się od czwartku. Nie jest mi łatwo, ale czuję, że tak trzeba...
* * *
Ciekaw jestem, na jak długo starczy mi determinacji, by prowadzić te zapiski...
* * *
Wieczorem. Przed kolacją pierwszy raz uczestniczyłem we Mszy przez Internet. Trudne doświadczenie. Brak mi fizycznego aspektu udziału we Mszy... Ale wierzę, że Bóg jest i w takich sytuacjach, wierzę w Jego obecność.
Na kolację zrobiłem sałatę z oliwkami, rukolą, suszonymi pomidorami. Miałem też trochę śledzia z Falenicy.
Póki co dochodzę do siebie. Przyzwyczajam się do samotności, do braku realnego kontaktu z ludźmi. Łatwo nie będzie. Pustynia. Wielki Post. Cierpienie, ból. Jak bardzo chciałbym nie mieszkać teraz sam...